87 Drużyna Harcerska "Mroczna Puszcza" oraz Gromada Zuchowa "Dzielne Orzełki"
Zaprasza w
SOBOTY Harcerze o 11.00  Zuchy o 13.00 do  Szkoła Podstawowa nr 51 im. Fryderyka Chopina ul. Przyjazna 7a 40-467 KATOWICE
 
 
   
 
 

Forum i blogi

Blog 87DH
Forum 87 DH
Podaruj nam PUSZKE
 

 

 




 

 

 


 
 
Advertisement  
 
 
 
Start arrow Świętouść'09
Obóz Świętouść

OBÓZ ŚWIĘTOUŚĆ

Dzień 0


 Dotarłem. Namioty stoją, pogoda super, teren rozpoznany, woda w morzu czysta i zimna a w jeziorku dokładnie odwrotnie. Czekam niecierpliwie na harcerzy.



Dzień 1 


  Jak cudne są obozy harcerskie bez harcerzy. Cisza, spokój nikt nie wydziera się na pobudkę  Rankiem jeszcze mały deszczyk, tak żeby sie nie kurzyło.
Ale wszystko co dobre się kończy i z małym półgodzinnym opóźnieniem zjawili się amatorzy słonecznych i morskich kąpieli w liczbie 56 plus kadra.
Zaczęliśmy od śniadania potem zagnieżdżenie sie w namiotach, zapoznanie z terenem obozu i tak dotrwaliśmy do obiadu.
Zaskoczenia nie było - obiad zjadliwy no może oprócz zupki pomidorówki która się troszuku kucharkom przypaliła.  
Jak rozkład dnia i przepisy nakazują po obiedzie chwila ciszy ....że nas cała wioska słyszy. Może tak nie do końca bo towarzystwo po nocnej podróży nieco zmęczone. Jednak na sygnał: Zbiórka do wyjścia nad morze wystąpiło mega szybkie opuszczenie namiotów.
Po dziesięciu minutowym marszu ukazała się wielka kałuża zwana Bałtykiem.  Woda słona jak pierona aczkolwiek wyjątkowo ciepła. Problematosik mały tylko taki, że ratownicy nie zgodzili się na kąpiel bo musimy się przez 24h aklimatyzować. Zamoczyliśmy więc nasze zmęczone stopy, chwyciliśmy troszku promieni słonecznych i powrót do obozu na spotkanie z faroszem czyli harcerka msza polowa. Po uczcie duchowej czas na ucztę dla ciała czyli pomknęliśmy szybciutko na kolację.
Przed spaniem jeszcze zapoznanie z regulaminami, dostawienie brakujących dwóch namiotów i CISZA NOCNA - gasną światła, milkną rozmowy, obóz śpi! Dobranoc!
Kadrę czekała jeszcze krótka czyli godzinna odprawa i wszyscy poszliśmy spać.

PS. No nie tak wszyscy bo NASZ Kuba zdecydował się i rozpoczął zdobywanie sprawności wartownika. Stać będzie przez 12 godzin na warcie. Silny facet, da rade.

 


 

Dzień 2 

 


  Dzień rozpoczął się dla nas o godz.6.00 od wielkiego deszczu.  
Nie wiem czym i komu się naraziliśmy ale to nie był duży deszcz, to nie był nawet bardzo duży deszcz to była WIELKA ULEWA. Przyjęliśmy to z pokorą i zrozumieniem bo przecież jakoś trzeba przetestować namioty na nieprzemakalność. Test nie wypadł tak do końca pomyślnie a deszcz po zaledwie dwóch godzinach (!) jak szybko przyszedł tak szybko się skończył.
Teraz szykujemy się już do śniadania. Tylko, że nie wiedzieć czemu deszcz znów zaczyna padać i nie pomaga już bieganie między kroplami deszczu, wszyscy już są nieco zmoczeni.
Budowanie obozu, czyli pionierka, zajęło nam czas do południa i przeciągnie się pewnie jeszcze do jutra. Ale powoli zaczynamy wyglądać już jak harcerze na obozie.
Po południu pierwszy kurs na żaglach. Na początek dwa zastępy najmłodszych chłopaków plus ja i dh. Alina zamustrowały się na DeZecie i wyruszyły w rejs. Start na silniku, potem żagle a na koniec wiosła. Ful opcja.  Czyli jeziorko przetestowane. Wiatry na jeziorze hulają ale woda niestety nie nadaje się do kąpieli.
Po kolacji apel późnowieczorny i uroczyste rozpoczęcie obozu.
Wieczorem świeczkowisko czyli śpiewanki pod wiatą.
Kąpiel pod prysznicami więc cisza nocna dopiero o 22.30 ale mylił się ten kto liczył, że się dzisiaj wyśpi.  
O północy alarm z wyjściem na plaże. Po dodarciu do niej okazało sie, że zastępy maja za zadanie odnalezienie zakopanego skarbu. Kopanie w piasku gołymi rekami nie jest aż tak łatwe więc trzy zastępy skarbu nie odnalazły. Skarbem były chusty obozowe.
Uroczyste ich wręczenie odbywało się przy szumie morza i fal obmywających zmęczone stópki.
W ten sposób na plaży zastała nas trzecia nad ranem. Czym prędzej pomknęliśmy do namiotów i już wkrótce zmorzył nas wszystkich kamienny sen.
A zdjęć szukać w Kronikach Harcerskich a potem pewnie za sprawą dh. Edka w Pełna Galeria.

 

 


 

Dzień 3 

 


 Ooo  pogoda się nie najgorsza zapowiada.
Do obiadu całość naszego oboziku uskuteczniała zabawy integracyjne wszelkiej maści.
Po zasłużonym obiadku i jeszcze bardziej zasłużonej ciszy obiadowej wybraliśmy się w dwu przeciwnych kierunkach na zwiad czyli do Kołczewa (6 km w jedną stronę) i Międzywodzia (jakieś 2 kilometry).
Pytaliśmy o różne ciekawostki ale najważniejsze i tak były sklepy oraz lody różnych rodzajów.  
Wieczorem przed snem zainaugurowaliśmy cykl ognisk obozowych. Pierwsze to początki działalności BP.
W trakcie ogniska chusty zdobyli ci co ich nie zdobyli poprzedniego dnia.
Tak zastała nas godz. 23.00 i czas był już najwyższy zaśpiewać sobie piosenkę na dobranoc.

 

 


Dzień 4


  Dzień zaczął się poranną pobudką ale był w tym plus mogliśmy sobie pospać o godzinę dłużej bo zazwyczaj wstajemy o 7.00.
Była piękna pogoda słoneczko nas ładnie powitało swoimi promyczkami i całuskami. Rozgrzewka zakończyła się małą kontuzją nogi. Śniadanko było pyszne wszyscy się najedli. Również był czas na porządki nikt się nie postarał więc porządku nie było. po południu zastęp dziewczyn "Wędrowne kaczuchy" z Dr Mirkiem i Dr Magdą poszliśmy na kajaki. Na kajakach zrobiliśmy zawody 3 dziewczyny kontra Druch i 2 dziewczyny, oczywiście dziewczyny wygrały;). Następnie ruszyliśmy na plaże fale wołały nas na 10 km woda była boska niestety ja nie mogłam się kąpać, ale za to się wyspałam. Po powrocie z plaży nasi młodsi harcerze sprawdzali czy umieją rozpalić ognisko i je złożyć, spróbować zagotować wodę w butelce. Wszystkim się udało i byliśmy happy. Niestety wszystko co dobre musi się skończyć, ale za to był wyśmienity obiadek. Zrobiliśmy mapę ośrodka całego obozu. Po nie kończącym się dniu nadszedł koniec. Nasz piękny dzień zakończyliśmy ogniskiem, strażnikami ognia zostali nasz Kuba i z innej drużyny Dominik. Jeszcze przed snem ściągnęliśmy flagę i śpiewaliśmy piosenki. I tak się skończył ten piękny dzień.Wszyscy poszli spać.
Tekst opracowała i napisała dh. PAULINA

 

Dzień 5


 Dziś wstaliśmy strasznie wcześnie, bo już o siódmej  (dla ucznia wstawanie w wakacje przed 10 jest za wcześnie). Nie to nie był żaden żart. Większość jeszcze na pół przytomna zaczęła robić porządki, ale oto kolejna niespodzianka: apel był przed śniadaniem. Zdezorientowani podwójnie, nasi dzielni obozowicze zaczęli ubierać mundury. I tu trzecia fala zdziwienia. Dwie minuty na przebranie się trwały tyle, co pół. Twarz druha oboźnego przybrała niebezpieczny odcień czerwieni (a plecaki poszły w ruch).

Po śniadanku wyjechaliśmy do Świnoujścia. Zwiedzanie zaczęliśmy od zdobycia latarni. Trochę dziwne, że na 300 schodów nie było ani jednych drzwi do windy. Bez żadnych oznak zmęczenia poszliśmy na kurs wojskowy. Tam czekały nas trudne zadania, jak na przykład: próba ciemności, czy wejście i wyjście z dziewiętnastowiecznej latryny bez masek gazowych. Zaliczyliśmy także podróż promem bez darmowych pokazów choroby morskiej. Jako dzielni kanonierzy przeszliśmy przez pół Świnoujścia, by zrobić sobie zdjęcie na granicy polsko-niemieckiej. Im dłużej szliśmy, tym bardziej oddalały się od nas komary (pot lepszy niż Off), a nawet muchy nie śmiały już do nas podlecieć... Ambitnie szliśmy dalej podziwiając czyste, niemieckie lasy. I pewnie doszlibyśmy tak do Francji, gdyby nie kontuzja niektórych obozowiczów. Dlatego delegacja trzynastu szczęśliwców/pechowców (wybrać wg. własnego uznania) wraz z komendantem została wysłana na zwiad do germańskiego miasta Ahlbeck, czyli zagraniczna wycieczka na naszym obozie. Sprawdzali oni czujność Niemców niewidzialną liną. Gospodarzom pomysł się nie spodobał, więc zablokowali nam karty kredytowe (czytaj nie chcieli ich przyjąć tak jak i naszych ciężko uciułanych złotówek), a lody sprzedawali po takich cenach, że bankowcy mogliby zanotować najwyższy kurs Euro od czasu, gdy jest w użyciu. Później dzielna ekipa poszła zwiedzać niemiecką plażę i rozpoczęła długą podróż do autokaru. Tu też złotówek nie chcieli tylko Euro. Szybciutko autobus posłużył nam jako kantor wymiany walut i zamieniliśmy troszkę kasiorki na inną czyli miejscową walutę i już bez przeszkód wróciliśmy do naszego gościnnego kraju. Wszędzie dobrze ale...

  Reszta wycieczkowiczów od samej granicy wróciła się i podjechała do centrum Świnoujścia ciuchcią, w której była wycieczka polsko-niemiecka. Szczęśliwi zaczęli kupować lody, gofry, pocztówki oraz uzupełnili zapasy słodyczy na jakieś dwa dni. Oczywiście za to wszystko zapłacili tyle, że równie dobrze mogliby ufundować niezły rower Druhowi Oboźnemu.  

  Po kolejnych różnych dziwnych przygodach takich jak np. wędrówka dh. Alinki do promu ale nie tego co trzeba, wróciliśmy zmęczeni do obozu. Tam odbył sie krótki pokaz władzy kadry oraz jak szybko można biegać gdy jest alarm mundurowy. Po takiej obrazowej prelekcji obozowicze zamilkli. A może po prostu osłabieni czekali już tylko na kolację. Ci z gatunku silnych i nieustraszonych zamiast leżeć poszli na Mszę Świętą, gdyż odwiedziły nas Dzieci Maryi. Na kolacji inne obozy doznały szoku ponieważ po raz pierwszy w historii jadalni nasz obóz był cicho, nie spóźniliśmy się, a zjedzenie posiłku zajęło nam niecałe 20 minut. Co niektórzy już najedzeni odkryli ważną rzecz. Ludzie nie omijali ich łukiem, bo bali się stada harcerzy, tylko zapachu przeterminowanych skarpetek i przepoconych koszulek, na których powinno być napisane: "Prosimy zachować bezpieczną odległość". Dlatego dalsza część dnia to już wędrówka pod prysznic dla zeskrobania warstwy brudu, potu i nie wiadomo czego jeszcze. Czyści, pachnący i najedzeni pożegnali dzień i poszli spać mając w głowie wszystkie dzisiejsze przeżycia.

 

 

Dzień 6


  Kolejny słoneczny dzionek.
Po pobudce, myciu, apelu, standardowym sprawdzeniu porządków i śniadaniu, uczestnicy podzieleni na dwa piony wiekowe wybrali się na zajęcia. Jedna ekipa brała udział w instruktarzu tańców, a druga uczyła się podstaw podchodzenia w lesie. Po zakończeniu zajęć nastąpiła zamiana. Wszyscy tańczyli Makarenę, Brussa, a nawet Laurencję, która zaskarbiła sobie uczucia naszych harcerzy.
Zaraz po obiedzie i ciszy pomknęliśmy zadowoleni na plaże gdzie rozpoczął się na konkurs rzeźby w piasku na plaży. Wszystkie ekipy zostały ocenione, a tabela współzawodnictwa będzie wkrótce uzupełniona o powyższe wyniki.
Po plażowaniu i kolacji kolejna niespodziewana niespodzianka.  W bramie obozu nasz oboźny włączył ogromniasty telewizor z obozową interaktywną telewizją. Specjalny pokaz telewizyjny, przygotowany przez zastęp Nieme Łabędzie spodobał się rzeszy telemaniaków. Po gromkich brawach przemieściliśmy się na stołówkę aby poszaleć na dyskotece, a dzień standardowo zakończyć myciem, ogłoszeniem ciszy i wskoczeniem do swoich ciepłych śpiworków.
Teraz to kadra miała zajęcia z wiosłowania i żeglowania m. Wyprawa DeZetom zakończyła się około 0.30 i tak zakończył się kolejny nasz dzień.
Zdjęcia z plaży, zajęć tanecznych i dyskoteki zostaną zamieszczone niedługo.

 


Dzień 7


  Znów gorąco.  Do obiadu kręcimy się w cieniu a kadra trenuje zdolności pedagogiczne na harcerzach szkoląc ich bardziej lub mniej przydatnych umiejętności.
Po południu to na co czekało wielu czyli spotkanie z Posejdonem.
Komendant wynurzył się z morza w roli Neptuna i wszyscy otrzymali nowe morskie imiona wraz ze strzałem z wiosła w kuperek.
Wieczorem wspólne ognisko z zaprzyjaźnionym obozem z Zabrza.
O północy ALARM - a jakże. Wychodzimy na nocną grę terenową więc z wyspania się nici

Dzień 8


   Po grze nocnej która nie była aż taka prosta jak się wydawało (jednak podkradnięcie się do własnego obozu nie jest takie proste) pobudka zastała nas w łóżeczkach o 8.15.

Do obiadu ... praca w podgrupach. Inaczej, drużynami w odosobnieniu szykowaliśmy się do dzisiejszego wieczornego festiwalu.
Po obiadku wyjście nad morze bo pogoda coś zaczyna szwankować. Nie jest źle ale jest już nieco chłodniej i pokazały się chmurki.
Popołudniowa msza harcerska dla tych co pragną podleczyć duszę.
Zaraz po wieczornym obżarstwie zwanym kolacją uroczyście rozpoczęto Między obozowy Festiwal Piosenki Różnej "Śpiewać każdy może".
Śpiewać to może i tak ale czy każdy musi tego słuchać, zwłaszcza hiciora kadry obozu, hi hi hi.
Festiwal zakończył się sukcesem bo wszystkie obozy zmieściły się na "pudle" a było ich wszystkich całe trzy.
W nocy znowu nocne Marki szwendały się po lesie. Efekt tego szwendania to kilka krzyży harcerskich które zawisły na ich mundurkach.
I kolejny dzionek bez strat własnych dobiegł końca. Już zaczynają się niektórzy martwić się tym, że za tydzień będą już w Mikołówku lub Katosikach. Dobry to znak.

Dzień 9


 Doniesienia pogodowe - ciepło ale na niebie trochę chmur. Cumulusy czy jakoś tak. Cumulus na niebie pogoda się z..epsuje. Zobaczymy.
Do południa gra ZOR. Też nie zaskoczyłem, może harcerzom lepiej pójdzie
Zaskoczyli i gra się nawet udała.
Po południu leniuchowanie na plaży. Ja pojechałem do Międzyzdrojów zarezerwować rejs Titanikiem.
Wieczorkiem już zostało już odegrać mecze siatkówkowe i w piłkę kopaną.
Wcześniej idziemy spać bo wstajemy na wschód słońca. Oby się udało.

Dzień 10


 I nie udało się.
Na wschód nie poszliśmy bo ... tak się nagle zachmurzyło.
Rankiem skoro świt czyli o 8.00 wstajemy i rozpoczynają się manewry i bitwa o Mafe King.
Najpierw transport morski do kolonii (rejs żaglówkami) a potem bitwa na plaży. To taki duży skrót.
Po południu czyli już gra ekonomiczna. Na liczeniu kasy się jednak znają i gra zakończona sukcesem.
Po kolacji mecz w piłkę kopaną. Pierwsza połowa to rewanż za przegraną z Zabrzem. Tym razem też jakoś nie udało się wygrać więc druga połowa to kadra naszych dwóch obozów kontra reszta świata. Tym razem NASI razem z Zabrzem kadrze dali radę wobec czego coś w końcu wygrali.
Wieczorne ognisko i tak dzień znów dobiegł końca.

Dzień 11 


 Dzień rozpoczął się zaraz po północy gdyż jeden z naszych uczestników obozu dh. Dominik ma urodziny wobec czego trzeba było odśpiewać "Sto lat"
Tym razem może na wschód słońca się wybierzemy.
I nie wybraliśmy się bo chmurki niebo przysłoniły.
Zaraz po śniadaniu wbiliśmy się do autobusiku i pomknęliśmy do Międzyzdrojów gdzie zaokrętowano nas na pirackiej galerze i wypłynęliśmy w rejs do .... portu naszych marzeń (?).
Rejs obfitował w kilka atrakcji. Jedną z nich była np. choroba morska której kilku doświadczyło. Część wilków morskich dorwała się do steru przez co nasza łajba przybierała różne kursy, niekoniecznie właściwe.
Po wyokrętowaniu "zaliczyliśmy" muzeum figur woskowych i zaraz po tym zaczęło się szaleństwo zakupowe. Slalom miedzy wczasowiczami i bieg na krótkim dystansie od kramu do kramu do była nasza specjalność w tym dniu.
Kolejny punkt wycieczki to Punkt Widokowy na Zalew Szczeciński i deltę wsteczną Dźwiny. Następny "gwóźdź programu to Turkusowe jezioro. Jeśli komuś brak pomysłu do namalowania jakowegoś widoczku to czym prędzej tu niech się wybiera.
Koniec atrakcji to zapoznanie się z niemiecka techniką z czasów II Wojny Światowej a tak konkretniej to zapoznano nas z tym co pozostało po broni odwetowej V-3. Dobrze, że ich autorom nie starczyło czasu na praktyczna realizację projektu bo może takich obozów jaki zaliczamy to nie było by wcale.
Dzień zakończył się jak i poprzednie ściągnięciem flagi z masztu i odśpiewaniem piosenki na dobranoc.
Doniesienia pogodowe - pogoda na wycieczkę nie najgorsza ale super było na morzu bo huśtało nieziemsko.
W nocy, jak to w nocy, niektórzy spali a reszta biegała po okolicy więc znów przybyło ukrzyżowanych (nie bać się to określenie na harcerza z krzyżem).

  

Dzień 12

 


 Pogoda nie najgorsza ale bez rewelacji.
Dziś Dzień Medyczny ale nie tylko.
Do południa szkolenie z dziedzin różnych czyli np. zabezpieczenie miejsca wypadku, wezwanie pomocy i ewakuacja rannych (tom sam prowadził), zakładanie opatrunku, rozpoznanie raz i udzielanie pierwszej pomocy.
Po południu zajęcia opracowane przez samych harcerzy. Część grała w nogę i siatkę, część poszła kąpać się w morzu, inni śpiewali ale nikt się nie nudził. Tak już poza konkursem każdy szykował kreacje bo......
Wieczorem gwóźdź programu czyli śluby i wesele do 22.15. Poprzedzone oczywiście wszystko oświadczynami, pierścionki, rozmowa z zastępczymi rodzicami. Pan młody w obowiązkowej muszce a kobitki w strojach więcej niż uroczystych. Wyglądali pierwsza klasa. Rozwody od jutra
Przed snem jeszcze krótka gra medyczna i dnia koniec.

 

 


 

Dzień 13


 Pogoda znów super czyli słonecznie, gorąco ale nie upalnie.
Do obiadu - HaBeTa czyli Harcerski Bieg Terenowy. Może nie biegali zbyt dużo ale punktów do zaliczenia było sporo. Oto kilka z nich: wyłowienie z pomocą łodzi wiosłowej bojki z zaszyfrowaną wiadomością (to prowadziłem JA), gotowanie zupy z pokrzyw, praca na radiostacji, opatrywanie rannych itp.
Po obiedzie - HaBeTa ciąg dalszy.
Po kolacji zastępy przygotowały scenki z życia BP i tego co się dzieje na obozie. Scena to plac apelowy, oświetlenie to latarki ale przygotowane super więc jak zwykle wszystko wyszło bo innego wyjścia nie było.
Wieczorem kadra miała wieczorek pożegnalny z kadrą zgrupowania ale dość krótki bo urządziliśmy jeszcze grę nocną i już pora spać.
Jak zwykle nie wszyscy bo tym razem to wędrownicy otrzymali o wschodzie słońca pagony wędrownicze, wiec to oni się nie wyśpią wraz z kadrą.

 

 

Dzień 14 


 Niektórzy chodzą jacyś tacy jakby byli niewyspani.
Idziemy z młodymi do cywilizacji a obozowa "geriatria" lepi latawce.
Po obiedzie pożegnanie z piaskiem, morzem i nadmorskim słoneczkiem które świeciło bardzo, bardzo.
Wieczorem Harcerska Msza Polowa.
Całkiem wieczorem pożegnalne ognisko. Pierwsza część we własnym sosie a potem wspólnie z Zabrzem.
Druga część dla chętnych przeciągnęła się dla chętnych do białego rana a właściwie do pobudki.

 

 

 

 Dzień 15 Ostatni Frown 


 Ranne kłopoty ze wstawaniem mieli wszyscy.
Słońce znów grzeje więc pomknęliśmy znów na plażę.
Po obiedzie końcowe pakowanie, apel i zdjęcie z masztu flagi.
Na koniec wręczenie dyplomów, nagród za konkursy wszelakie i OSTATNI krąg.
Pakowanie do autobusa potem do pociągu i wystartowaliśmy w kurs powrotny.

  O godz.7.30 jest planowany przyjazd pociągu do Katowic a jak będzie to się okaże.
Spóźnienie było niewielkie więc historia obozu dobiegła końca około godz. 9.00 a tak właściwie to o 17.00 kiedy przywiozłem do hufca w Mikołowie obozowy osprzęt i jeszcze kilka gratów.

THE END czyli FINITO 

  

* * *

 

 

 

 
 
         
 
     
© by Mont-Bit International