|
Nasze Obozy Harcerskie i Kolonie Zuchowe
PRZERWANKI 2008
PRZERWANKI 2008
PODGAJE i PRZERWANKI 2007
Podgaje i Przerwanki 2007 i obozy: Podgaje nr.3 oraz Przerwanki nr. 2
W tym roku uczestniczyliśmy w dwuch obozach. Kto się nie załapał na jeden to mógł jechać na drugi. Ja dh. Daniel i dh. Konrad byliśmy na obu.
Podgaje 2007 to wspólne przedsięwzięcie z hufcem Złotów. Stworzyliśmy podobóz w składzie: 87 DH (zuchy i harcerze) oraz obozowa 43 DH (mix z 13 PDHS i 30 HDW czyli wodniaki). Dodatkowo reprezentacja z Kędzierzyna oraz Clemens i Victor prosto z Niemiec. Komendantem podobozu byłem ja a oboźnym dh. Dobry. Naszym obozowym drużynowym był dh. Patyk a jego prawą ręką dh. Alutka. |
|
|
| Temat - Jeden świat, jedno przyrzeczenie. No, w koncu obchodzilismy 100 lecie skautingu. O wschodzie słońca (patrz niżej) harcerze oraz instruktorz odnawiali swoje przyrzeczenia harcerskie. Za 100 lat następne. |
 |
O tym co na obozie zostawiam dla innych. Zakończę na razie tak: przyrzeczenia nie było ale obietnica zuchowa tak. A złożyły ją następujące zuszki.......... (kadro zuchowa!)
Przerwanki 2007 to obóz naszej (zasilonej Patrykiem i Robertem z Brzeska) drużyny i wodniaków z Szopienic a ich dh. Ewa była naszą Komendantką. Nazwa Osada Rycerska - no cóż wodniaki też chcą się bawić w rycerzy. Tak jak i powyżej zakończę tak: na koniec obozu krzyż harcerski zdobył dh, Konrad. Było oczywiście jezioro, księżyc ale tym razem ognisko było na wodzie. Jak to możliwe? Pojedź z nami następnym razem to może cię tego nauczymy. |
| |
SIAMOSZYCE 2006
|
Siamoszyce 2006 obóz, czyli Jura i Smocza Wyprawa.
Uczestnicy: my, Knurów, Gliwice, Kędzierzyn, Poznań. Komendant - Kojak, drużynowym naszej obozowej drużyny był dh. Maciek z Poznania.
Do dziś mam w uszach Bara Baram czyli hicior grany na pobudkę. Rowerowa wyprawa na skałki i zjazdy na linach to teraz już dla nas bułka z masłem.
|
|
| Tak jak i spanie w jaskini. Za to spływ kajakowy po Warcie był nie tylko męczący ale momentami ......... nawet dramatyczny. |
|
|
Jedna rozbita głowa(Mateusz Rękolek zapatrzył się na kobitkę i nie zauważył gałęzi hi hi hi), zbieranie spływowiczów z trasy i naprawdę rozsądna postawa dh. Grażynki (dziękuję jeszcze raz) oraz pomoc dh. Spidiego doprowadziły do tego, że skończyło się wszystko szczęśliwie choć ze strachem w oczach u wielu. Lotu balonem nie było bo nie pozwoliła pogoda ale pieczonego świniaka skonsumowaliśmy, a jakże. Nie zabrakło również HaBeTy tym razem .... dookoła jeziora. Jakież to orginalne, nieprawdaż? A przyrzeczenie harcerskie i krzyże otrzymali Kasia z Poznania i ........
Był to jak dotychczas pierwszy nasz obóz bez żaglówkowy, od czasu Podgajów nr.1.
Naszej drużynie zaserwowałem mix i na obóz jechaliśmy pociągiem do Zawiercia a potem rowerkami. Z powrotem to samo. Czy to się spodobało? No cóż chyba nie wszystkim. |
| |
PODGAJE 2005
|
|
Podgaje 2005 obóz nr 2. Obóz w tym samym miejscu ale jednak zupełnie inny. Skład obozu to: my drużyny z Mikołowa i Knurowa oraz reprezentacja Kędzierzyna Koźla (czyli Alutka i Marta). Komendant dh. Kojak, oboźna dh. Martorek.
Rowery, żaglówki i czołgi to już standart ale ostatnie dwa dni obozu, to pomysł dh, Ewy, w innym miejscu (Poznań) to już znowu coś nowego. Tak jak i wcześniejsza wycieczka rowerowo - pieszo - kajakowa, a to już mój pomysł . Spływ Kajakowy po Gwdzie jak i psy którymi nas poszczuto jak chcieliśmy wysiąść na brzegu zapamiętamy. Hitem pamiętnego seansu filmowego na stacji BP był Van Helzig. Film głupi jak pięć kilo gwoździ ale sami sobie go wybraliśmy hi hi hi. Rozegraliśmy również mecz pilkarski z "tubylcami" który wygraliśmy po regulaminowym czasie dzięki karnemu strzelonemu przez druhnę....... (kto pamięta którą?)
Na obozie, ale już w Poznaniu a konkretnie w Kiekrzu, przyrzeczenie o północy przy pełni księżyca dh. Kafelki zwanego Gawlikiem. Tam i z powrotem dostał się za pomocą żaglóweczki typu Trener. Oj nameczyliśmy się troszku przy wiosłach zanim wpadłem na genialny pomysł aby postawić żagiel. Zresztą do Kiekrza właśnie po to pojechaliśmy czyli pożeglować. Po drodze zaliczyliśmy wizytę na poligonie i każdy (!) miał okazję przejechać się czołgiem lub BWP. Niektórych to sam nawet czołgiem woziłem. A taki miałem gest.
|
PRZERWANKI 2004
|
|
|
Przerwanki 2004 i obóz nr. 1 , to na Mazurach, i tematyka rycerska. Kadra obozu jak rok wcześniej.
Tak się drużyna przestraszyła dh JW, że na obóz pojechali tylko strongmeni czyli: Pączkowe, Patyki, Anioł oraz Byku, no i ja. Oprócz nas były tam drużyny z Ligoty czyli razem było nas około 40 osób.
Koncert szantowy Ryczących 20-tek w Węgorzewie. Niektórzy oczekiwali że na scenie wystąpią "laski" w wieku około 20-tki a tymczasem byli to faceci i to tak ze dwa razy starsi. Ale koncert był super a ja zdobyłem pierwsze miejsce i worek marynarski za konkurs pt. Co można zrobić z pustą butelką po piwie marki Żywiec. Oczywiście piwie bezalkoholowym. Rejs DeZeTom po Sapinie, i nocowanie w węgorzewskim porcie Keja, odwiedziny u strażaków, własnoręczne lepienie garnków, żeglowanie przy pogodzie takiej, że nawet wodniacy mieli obawy czy wypływać z portu, zwiedzanie kwatery Hitlera i Himlera, ujeżdżanie koni, regaty na bele czym, turniej rycerski oraz biesiada rycerska u komtura to tylko nieliczne atrakcje które osładzały bliskie spotkania z w/w druhem. Na koniec obozu na kilka dni przyjechała do nas dh. Ewa z Mikołowa i stało się troszku bardziej normalnie. Były nawet kąpiele w jeziorze! A z Ewą wybrałem się kajaczkiem na Sapinę. Okazał się przeciekającym kajaczkiem, było ...... mokro
|
PODGAJE 2003
Historia opisana przez dh Mirka (majorek)
Tematyka indiańska, to takie małe hobby dh Jasia W. Nazwa obozu - Ongweonweh. Komendant - dh. Cinek, oboźny - dh Jasiu W. A poniżej pozostała kadra.
|
|
Piosenka obozu - "Ongwe-ongweh to indianie ongwe-ongweh na polanie...." którą wspólnymi siłami wymyślono podczas jazdy autobusem na wycieczkę do Torunia. W obozie brały udział drużyny z Ligoty, Mikołowa i...... Pierwszy raz spotkałem sie z 87 DH i tak się zaczęła nasza wspólna przygoda. Również pierwszy raz spotkałem się ze stwierdzeniem jednego z organizatorów obozu (kto?). że jezioro to mu przeszkadza a nie pomaga. Rezultat: na trzy tygodnie obozu dwa razy kąpaliśmy się w jeziorze. Raz wieczorem a raz podczas deszczu. Potem wycieczka do Torunia a tam starówka i wizyta u artylerzystów oraz reakcja harcerzy na czołg - cóż to za atrakcja tylko oglądać, w Poznaniu takim jeździliśmy. Wycieczka rowerowo piesza na Wał Pomorski. Rowerzyści mieli mieć lajtową a piechórzy taką , że cho cho cho, tak przynajmniej miało być. Wyszło odwrotnie bo okazało się, że mój samochód może robić za busa. |
Nocka pod prawie gołym niebem to było coś. Śluby na obozie, ale
najpierw trzeba było kupić sobie żonę a one, pod kierunkiem dh. Marty,
przygotowały ślubny i grupowy taniec Pocahontas. To było naprawdę
super. Niestety, zachował się on tylko w naszych główkach bo nie
mieliśmy sprzętu typu kamera. Na koniec Habeta (kto wie co to takiego?)
- wokoło jeziorka i przeprawa kajakowa, dzięki temu większość drużyny
zaliczyła pływanie na kajaku.Zostałem matką Pączusia - to dla mnie najważniejsza chwila na obozie.
|
|
|
Oprócz Michała krzyże harcerskie zdobyli Grażynka, Patyk i .........
Na koniec otrzymałem dożywotni bilet wstępu na zbiórki 87 DH. |
| |
|
|