|
RELACJA Z BIWAKU ZARZECZE 2010
30 kwietnia:
Pod wodzą dh.
Mirka (ale Nowackiego), Marty i Marcina ponad tuzin harcerzy 87 DH
dotarł na miejsce w godzinach późnopopołudniowych lub wczesnowieczornych
jak kto woli. Pobyt swój zaczeli od zakwaterowania i porządkowania
terenu bazy. Potem było ognisko a długo potem cisza i spanko.
1 maja
7.15 zbiórka na PKP. Pada deszcz i
pewnie dlatego zebrało się tylko 12 osób. Patyk pomknął samochodem a my
pociągiem w kierunku gór.
Na stacju Pietrzykowice opuściliśmy pociąg i
pieszkom wyruszyliśmy w stronę ośrodka. Po drodze napotkaliśmy tych co
zaspali na zbiórkę w Katowicach więc grupka nasza zwiększyła się o
kolejne trzy duszyczki.
Na miejscu obok zajęcia przydzielonych domków
czekały na nas prace porządkowe na ośrodku. Tak to czynnie przy pracy
świętowaliśmy Święto pracy.
W samo południe apelem z 31 DH, która
już dołaczyła do nas, rozpoczeliśmy oficjalnie nasz biwak.
Wspólny
obiad i sprzątanie po nim zakończyło przygotowanie do zajęć
popołudniowych. Wszyscy wypisują swoje prywatne postanowienia na
następny rok i wkopujemy je w ziemię w zamkniętym słoiku. Za rok
zobaczymy co się udało z tego zrealizować.
Pod wieczór dotarł dh
Pączek co poprawiło nastrój wszystkim.
Zaraz po tym jak zakopaliśmy
puszkę szykujemy się do ogniska a tu pogada daje o sobie znać i zaczyna
padać deszcz. No cóż, zamiast ogniska robimy najpierw tańce (tu
prezentowała się Patrycja) a potem kominek. Wszyscy już wiedzą jak
wypada się zachować przy harcerskim ognisku i jakie zwyczaje tam panują.
Po
umyciu ząbków, rączek ..... idziemy spać. Ale dlaczego tak wcześnie? -
pytaja niektórzy.
Zbliża się północ i sprawa się wyjaśnia. Piątka z
naszych obozowiczów zostaje harcerzami czyli składa Przyrzeczenie
Harcerskie i otrzymuje krzyże harcerskie. GRATULUJEMY!
2. maj
Pobódka o 7.00 bo wybieramy się na
wycieczkę na górę ŻAR. Niestety z powodu deszczu weryfikacja planów
jedyny plus to taki że pobódka przesunięta na 8.00
Zamiast na Żar
poszliśmy wydać kasę w Zarzeczu ale przed tym poszliśmy do kościoła. Na
mszę nie zdążyliśmy spotkaliśmy się z księdzem, padły w jego
kierunku różne (ciekawe ale i trudne) pytania. Czas na indywidualną
modlitwę i po tym przemarsz nad jeziorko i już kurs na sklep. Bardzo się
ucieszył z naszej wizyty sprzedawca bo zapas chrupek i czipsów prawie
się wyczerpał.
Powrót do ośrodka i późniejszy obiad. Cokolwiek by tam
nie było (a była wzmocniona zupka pomidorowa z makaronem) to już nie
smakowało bo brzuszki przecież pełne słodkości wszelakich.
Potem czas
na drugą część -Ju ken dens -
czyli tańce w Zarzeczu pod okiem Patrycji. Wieczorem ognisko. Jeszcze
nie zdąrzyliśmy rozpalić ognia a tu znowu zaczyna padać, brrrrrr.
Kończymy w ekspresowym tempie i idziemy do kampingów. Butki i ciuszki do
suszenia a zuszki i harcerze do spania.
Dzień dobiegł końca.
3. maja
Po śniadaniu test obozowicza. Trzy
konkurencje:
- celne oko czyli strzelanie z wiatrówki
- mistrz
precyzji czyli rzut na celność
- no i ....... rzut kaloszem
Ci co
mieli wygrać to wygrali a po tych atrakcjach już dużo czasu nie
zostało. Obiad (ryż na słodko) sprzątanie i pakowanie zajęło tyle czasu
że na dowrzec do Pietrzykowic dotarliśmy o czasie ale jednak lekko
zziajani.
Pociąg też już tradycyjnie przepełniony ale sprawna akcja
Martynki i wszyscy zmieściliśmy się do niego.
W Katowicach na peronie
ostatni z rodzicami już krąg i kolejny biwak przeszedł do historii.
Przykro
nam że nie udało się zrealizować wiele z naszych wcześniejszych planów -
może następnym razem.
|