13 luty godzina 5.45 - początek
biwaku.
Tak, to nie pomyłka. O tej godzinie spotkali się w
Łodzi na parkingu ci którzy zdecydowali ruszyć gdzieś w góry, w
nieznane, z nieznanymi katowickimi ludkami.
Po kilku godzinach
jazdy, z obowiązkową przerwą w restauracji...(jakiej nie trudno
się domyśleć) dotarła łódzka część pod naszą pięćdziesiątą
pierwszą szkołę.
Ostatnie pakowanie, wnoszenie gratów do
autokaru, ostatnie uściski z rodzicami i ruszamy w drogę.
Po
drodze postój na stacji benzynowej i nie przy tej restauracji o
której wielu myślało. Tutaj megakolejka do ubikacji. Ostatni
jednak wytrzymał i zdążył zrobić to co miał zrobić, więc
dalej w drogę. Na miejsce docieramy jakoś takoś około 13.00.
Dla
wielu małe zaskoczenie.... Rycerka pokryta śniegiem! Hurraa! Od
trzech lat się to nie zdarzyło. Ale za to autobus pod schronisko
nie podjechał więc z bagażami podrałowaliśmy do góry.
Dh.
Oboźny, czyli Paczek, sprawnie podzielił wszystkie pokoje i do
obiadu każdy już miał swoje łóżeczko.
O 14.00 obiad.
Widocznie brzuchy zapełnione jeszcze słodkościami bo udka z
kurczaka nie cieszyły się wielkim powodzeniem. Tyle kurczaczków
życie swoje oddało żeby zapełnić brzuszki głodomorów a
tymczasem duża ich część wylądowała w zlewkach.
Po ciszy
poobiedniej dh. Komendant pojechał po sprzęt narciarski a
biwakowiczami zajęli się:
dh. Maciek zuchami oraz dh. Paczek
harcerzami.
Co robili to już ich tajemnica. Kolacja -
własnoręcznie przyrządzona przez zastęp służbowy więc
smakowała znacznie lepiej.
Po kolacji kominek. Wybrańcy losu
przedstawili swoje miasta i dzielnice. Teraz już wiemy czy warto i
po co jechać do Pszowa, Kędzierzyna, Łodzi no i dlaczego ..... W
Łodzi nie ma powodzi
Trochę późno ale bez większych
niespodzianek wszyscy zalegli do łóżek i zasnęli snem
sprawiedliwych.
Wszyscy to jednak nie wszyscy, bo kadra zebrała
się na naradę i opracowała plan działania na dzień kolejny. Ten
dzień o którym napiszę poniżej.
14 luty.
Pobudka, gimnastyka, mycie się i
śniadanie. Proste i rutynowe czynności a jednak niektórzy mieli z
tym problem. W dalszej kolejności przymiarka sprzętu, podział na
grupy (narciarze i deskarze zaawansowani, początkujący, saneczkarze
i ci co szykują się tylko do robienia bałwanów i walki na
śnieżki).
Rozeszliśmy się w różnych kierunkach.
Zaawansowanych zabrał dh. Maciek, poczatkujących narciarzy
komendant z oboźnym a saneczkarzy i pozostałych dh. Kasia. Dh Ewa
jako fotoreporter krzątała się pomiędzy wszystkimi grupami i
uwieczniała nasze poczynania.
Po powrocie chwila przerwy i apel
popołudniowy a potem obiad. No może w odwrotnej kolejności.
Pod
wieczór zwiad terenowy i wyjście do sklepu. Sklep okazał się
zamknięty bo sobota a co dowiedziały się nasze harcerze i zuchy
podczas zwiadu to dowiemy się już niedługo.
Po kolacji gra
wieczorna dla zuchów. Mieli się trochę wystraszyć Leśnego duszka
a tymczasem to oni wystraszyli jego pomagierów.
Harcerze jak
zwykle w nocy mało śpią więc mieli grę nocną. Poszukiwali
uciekinierki z biwaku albo coś koło tego. Rezultat taki, że nikt
się nie zgubił i wszyscy deko zmęczeni zameldowali się w swoich
łóżkach jakoś koło północy.
Kadra zamiast spać obraduje
znowu.
15 luty.
Poranne czynności bez zmian. No może
tylko tyle, że pobudka piętnaście minut później.
Do południa
dalsza przygoda z nartami i deskami. Trzeba wykorzystać to czego nam
brakowało poprzednimi razami. Ci co do wczoraj nic jeszcze nie
potrafili dziś już samodzielnie mniej więcej zjeżdżają z górki.
Mniej na nartach, więcej na tyłku ale od czegoś trzeba zacząć.
Po
smacznym obiedzie (oceniam to na podstawie małej ilości zlewek)
zuszki poznają tajniki języków obcych czyli w ramach sprawności
Językoznawca uczą się zwrotów grzecznościowych w kilku
językach. Na początek zaczynamy od Dzień dobry, do widzenia.
Zobaczymy co z tego pozostanie im w główkach.
Teraz kolejny
punkt programu czyli olimpiada zimowa. Nasza Rycerkowa i
nocna.
Konkurencje: stawianie jak najwyższej śniegowej budowli,
snowbordowy sprint.
Reszta konkurencji w następnym
terminie.
Wieczorem ognisko w zimowej atmosferze. Ognisko na
którym kilku otrzymało swoje chusty harcerskie i zuchowe.
Punktem
kulminacyjnym było podsumowanie ogłoszenie zwycięzców w
rywalizacji na harcerza/harcerkę roku.
W tym roku zwyciężyli:
Martyna Fleszar end Filip Sobczyński. A na potwierdzenie zwycięstwa
otrzymali cusik. W przyszłym roku też będzie "cusik" ale
inny.
Po ognisku wszyscy do swych łóżeczek a .... kadra znów
obraduje.
16 luty.
Ranek bez zmian ale reszta już
tak.
Dzisiaj jedziemy do Rajczy doskonalić swoje
narciarsko-snowbordowe umiejętności. Ci co chcieli to najeździli
się do woli. Reszta pozostała na miejscu i z dh. Pączkiem i dh.
Marcinem też się nie nudziła.
Potem był długo oczekiwany
obiad. Tym razem przygotowany przez naszą biwakową kadrę.
Spaghetti smakowało chyba wszystkim bo prawie nic po nim nie
pozostało.
Po obiedzie harcerze poznali podstawowe zwroty z
języka węgierskiego ( ege szegedre) a zuchy uzupełniali
umiejętności obcobrzmiących zwrotów grzecznościowych. Coś tam
jednak pamiętają z poprzedniego dnia. Teraz już szybkie ubieranie
się bo góralskie koniki czekają.
Koniki wraz z przyczepionymi
sankami powiozły nasz kulig, najpierw w góry a potem na
przygotowaną "Kiełbasianą Ucztę Pasibrzucha".
W
śnieżnej scenerii kiełbaski lepiej smakowały a uzupełniliśmy je
chlebem i herbatką.
Po powrocie z kuligu zuszki poszły spać a
harcerze jak to harcerze. Spać chyba nie lubią więc najpierw druh
oboźny zapewnił im nocne marsze wokół schroniska (to taka nagroda
za nieprzestrzeganie regulaminu biwaku) a potem, już w środku nocy,
urządzili sobie "imprezkę" przy żołnierskim
pomniku.
Rankiem okazało się, że po tej "imprezce" u
kilku z nich zabłyszczały świeżo zdobyte krzyże harcerskie.
Kilku innych zdobyło kolejne harcerskie stopnie.
Nad ranem
harcerze idą spać ... a kadra znów obraduje.
17 luty.
Wstajemy dziś planowo czyli o
7.00
Gimnastyka, mycie, śniadanie i od razu zabieramy się za
pakowanie do wyjazdu.
Przed obiadem ostatnie konkurencje (zjazdy
na sankach, nartach i deskach w różny sposób) i uroczyste
zakończenie rycerkowej, biwakowej, zimowej olimpiady.
Zakończyliśmy
ją obietnicami zuchowymi i tak przybyło nam: zuch ochoczy,
sprawny(Staś Przybył, Wiktoria Rutka) i gospodarny (Alusia Moll).
Zuchy zdobyły również sprawność Językoznawcy.
Końcowe
pakowanie, ostatni obiad i już czas na apel końcowy. Wystrzałowo
zakończyliśmy nasz biwak więc czym prędzej pomknęliśmy do
autobusu.
Punktualnie o 16.00 wystartowaliśmy z Rycerki.
Po
drodze przystanek na małe co nieco. Przejazd umilił nam kierowca
puszczając film z DVD.
18.30 autobus zajechał pod szkołę i
pozostał nam już tylko krąg i rozpakowanie autobusu.
Ostatni
biwakowicze dotarli do swoich domków w Łodzi przed północą.
Biwak
"Poszukiwacze zimowych przygód" dobiegł końca.
The
END.
|
|