87 Drużyna Harcerska "Mroczna Puszcza" oraz Gromada Zuchowa "Dzielne Orzełki"
Zaprasza w
SOBOTY Harcerze o 11.00  Zuchy o 13.00 do  Szkoła Podstawowa nr 51 im. Fryderyka Chopina ul. Przyjazna 7a 40-467 KATOWICE
 
 
   
 
 

Forum i blogi

Blog 87DH
Forum 87 DH
Podaruj nam PUSZKE
 

 

 




 

 

 


 
 
Advertisement  
 
 
 
Start arrow Rycerka'2010
Zimowisko Rycerka 2010
 
 13 luty godzina 5.45 - początek biwaku.

 

    Tak, to nie pomyłka. O tej godzinie spotkali się w Łodzi na parkingu ci którzy zdecydowali ruszyć gdzieś w góry, w nieznane, z nieznanymi katowickimi ludkami.
Po kilku godzinach jazdy, z obowiązkową przerwą w restauracji...(jakiej nie trudno się domyśleć) dotarła łódzka część pod naszą pięćdziesiątą pierwszą szkołę.
Ostatnie pakowanie, wnoszenie gratów do autokaru, ostatnie uściski z rodzicami i ruszamy w drogę.
Po drodze postój na stacji benzynowej i nie przy tej restauracji o której wielu myślało. Tutaj megakolejka do ubikacji. Ostatni jednak wytrzymał i zdążył zrobić to co miał zrobić, więc dalej w drogę. Na miejsce docieramy jakoś takoś około 13.00.
Dla wielu małe zaskoczenie.... Rycerka pokryta śniegiem! Hurraa! Od trzech lat się to nie zdarzyło. Ale za to autobus pod schronisko nie podjechał więc z bagażami podrałowaliśmy do góry.
Dh. Oboźny, czyli Paczek, sprawnie podzielił wszystkie pokoje i do obiadu każdy już miał swoje łóżeczko.
O 14.00 obiad. Widocznie brzuchy zapełnione jeszcze słodkościami bo udka z kurczaka nie cieszyły się wielkim powodzeniem. Tyle kurczaczków życie swoje oddało żeby zapełnić brzuszki głodomorów a tymczasem duża ich część wylądowała w zlewkach.
Po ciszy poobiedniej dh. Komendant pojechał po sprzęt narciarski a biwakowiczami zajęli się:
dh. Maciek zuchami oraz dh. Paczek harcerzami.
Co robili to już ich tajemnica. Kolacja - własnoręcznie przyrządzona przez zastęp służbowy więc smakowała znacznie lepiej.
Po kolacji kominek. Wybrańcy losu przedstawili swoje miasta i dzielnice. Teraz już wiemy czy warto i po co jechać do Pszowa, Kędzierzyna, Łodzi no i dlaczego ..... W Łodzi nie ma powodzi
Trochę późno ale bez większych niespodzianek wszyscy zalegli do łóżek i zasnęli snem sprawiedliwych.
Wszyscy to jednak nie wszyscy, bo kadra zebrała się na naradę i opracowała plan działania na dzień kolejny. Ten dzień o którym napiszę poniżej.

 

 14 luty.

 


    Pobudka, gimnastyka, mycie się i śniadanie. Proste i rutynowe czynności a jednak niektórzy mieli z tym problem. W dalszej kolejności przymiarka sprzętu, podział na grupy (narciarze i deskarze zaawansowani, początkujący, saneczkarze i ci co szykują się tylko do robienia bałwanów i walki na śnieżki).
Rozeszliśmy się w różnych kierunkach. Zaawansowanych zabrał dh. Maciek, poczatkujących narciarzy komendant z oboźnym a saneczkarzy i pozostałych dh. Kasia. Dh Ewa jako fotoreporter krzątała się pomiędzy wszystkimi grupami i uwieczniała nasze poczynania.
Po powrocie chwila przerwy i apel popołudniowy a potem obiad. No może w odwrotnej kolejności.
Pod wieczór zwiad terenowy i wyjście do sklepu. Sklep okazał się zamknięty bo sobota a co dowiedziały się nasze harcerze i zuchy podczas zwiadu to dowiemy się już niedługo.
Po kolacji gra wieczorna dla zuchów. Mieli się trochę wystraszyć Leśnego duszka a tymczasem to oni wystraszyli jego pomagierów.
Harcerze jak zwykle w nocy mało śpią więc mieli grę nocną. Poszukiwali uciekinierki z biwaku albo coś koło tego. Rezultat taki, że nikt się nie zgubił i wszyscy deko zmęczeni zameldowali się w swoich łóżkach jakoś koło północy.
Kadra zamiast spać obraduje znowu.
  15 luty. 

    Poranne czynności bez zmian. No może tylko tyle, że pobudka piętnaście minut później.

Do południa dalsza przygoda z nartami i deskami. Trzeba wykorzystać to czego nam brakowało poprzednimi razami. Ci co do wczoraj nic jeszcze nie potrafili dziś już samodzielnie mniej więcej zjeżdżają z górki. Mniej na nartach, więcej na tyłku ale od czegoś trzeba zacząć.
Po smacznym obiedzie (oceniam to na podstawie małej ilości zlewek) zuszki poznają tajniki języków obcych czyli w ramach sprawności Językoznawca uczą się zwrotów grzecznościowych w kilku językach. Na początek zaczynamy od Dzień dobry, do widzenia. Zobaczymy co z tego pozostanie im w główkach.
Teraz kolejny punkt programu czyli olimpiada zimowa. Nasza Rycerkowa i nocna.
Konkurencje: stawianie jak najwyższej śniegowej budowli, snowbordowy sprint.
Reszta konkurencji w następnym terminie.
Wieczorem ognisko w zimowej atmosferze. Ognisko na którym kilku otrzymało swoje chusty harcerskie i zuchowe.
Punktem kulminacyjnym było podsumowanie ogłoszenie zwycięzców w rywalizacji na harcerza/harcerkę roku.
W tym roku zwyciężyli: Martyna Fleszar end Filip Sobczyński. A na potwierdzenie zwycięstwa otrzymali cusik. W przyszłym roku też będzie "cusik" ale inny.
Po ognisku wszyscy do swych łóżeczek a .... kadra znów obraduje.
   16 luty.

    Ranek bez zmian ale reszta już tak.

Dzisiaj jedziemy do Rajczy doskonalić swoje narciarsko-snowbordowe umiejętności. Ci co chcieli to najeździli się do woli. Reszta pozostała na miejscu i z dh. Pączkiem i dh. Marcinem też się nie nudziła.
Potem był długo oczekiwany obiad. Tym razem przygotowany przez naszą biwakową kadrę. Spaghetti smakowało chyba wszystkim bo prawie nic po nim nie pozostało.
Po obiedzie harcerze poznali podstawowe zwroty z języka węgierskiego ( ege szegedre) a zuchy uzupełniali umiejętności obcobrzmiących zwrotów grzecznościowych. Coś tam jednak pamiętają z poprzedniego dnia. Teraz już szybkie ubieranie się bo góralskie koniki czekają.
Koniki wraz z przyczepionymi sankami powiozły nasz kulig, najpierw w góry a potem na przygotowaną "Kiełbasianą Ucztę Pasibrzucha".
W śnieżnej scenerii kiełbaski lepiej smakowały a uzupełniliśmy je chlebem i herbatką.
Po powrocie z kuligu zuszki poszły spać a harcerze jak to harcerze. Spać chyba nie lubią więc najpierw druh oboźny zapewnił im nocne marsze wokół schroniska (to taka nagroda za nieprzestrzeganie regulaminu biwaku) a potem, już w środku nocy, urządzili sobie "imprezkę" przy żołnierskim pomniku.
Rankiem okazało się, że po tej "imprezce" u kilku z nich zabłyszczały świeżo zdobyte krzyże harcerskie. Kilku innych zdobyło kolejne harcerskie stopnie.
Nad ranem harcerze idą spać ... a kadra znów obraduje.
    17 luty.

    Wstajemy dziś planowo czyli o 7.00

Gimnastyka, mycie, śniadanie i od razu zabieramy się za pakowanie do wyjazdu.
Przed obiadem ostatnie konkurencje (zjazdy na sankach, nartach i deskach w różny sposób) i uroczyste zakończenie rycerkowej, biwakowej, zimowej olimpiady.
Zakończyliśmy ją obietnicami zuchowymi i tak przybyło nam: zuch ochoczy, sprawny(Staś Przybył, Wiktoria Rutka) i gospodarny (Alusia Moll). Zuchy zdobyły również sprawność Językoznawcy.
Końcowe pakowanie, ostatni obiad i już czas na apel końcowy. Wystrzałowo zakończyliśmy nasz biwak więc czym prędzej pomknęliśmy do autobusu.
Punktualnie o 16.00 wystartowaliśmy z Rycerki.
Po drodze przystanek na małe co nieco. Przejazd umilił nam kierowca puszczając film z DVD.
18.30 autobus zajechał pod szkołę i pozostał nam już tylko krąg i rozpakowanie autobusu.
Ostatni biwakowicze dotarli do swoich domków w Łodzi przed północą.
Biwak "Poszukiwacze zimowych przygód" dobiegł końca.
The END.
 

 

 
 
         
 
     
© by Mont-Bit International